28 sierpnia 2016

Płatnym parkingom nad morzem mówię TAK

Kończą się wakacje. W ich trakcie kilkanaście razy poszedłem lub pojechałem nad gdańskie morze w Brzeźnie, Jelitkowie i na Przymorzu. Szczególnie uważnie przyglądałem się samochodom i parkingom – pamiętam kompletny chaos z lat poprzednich, przede wszystkim sprzed roku.

W 2016 jest nieco lepiej, nie tylko z powodu mniej słonecznej pogody czy pojawienia się Straży Miejskiej w miejscach, w które wcześniej nie docierała. Lepiej jest także z powodu płatnych parkingów. A jednak do opinii publicznej przebił się zupełnie inny przekaz – że płatne parkingi równają się aferze.

Jeden z problemów pasa nadmorskiego - jakość komunikacji publicznej

Władze popełniły trzy błędy 

Pierwszy, jeszcze w maju, gdy zlekceważyły opinię Rady Dzielnicy Brzeźno (link). W uchwale Rada Dzielnicy zawarła jasny sprzeciw wobec wydzierżawienia pod płatny parking pasa drogowego obsługującego mieszkańców rejonu al. Hallera 235-249. To ta strefa stała się przyczyną konfliktu, który objął swoimi skutkami wszystkie nadmorskie parkingi.

Drugi błąd – służby miejskie nie przygotowały nowych przepisów i zasad parkingowych w sposób, który by nie budził wątpliwości prawnych. Wysokość opłat karnych, godziny obowiązywania opłat, zasięg terytorialny parkingów, samo zawarcie umów dzierżawy terenów pod parkingi – to wszystko w różnych momentach budziło wątpliwości.

Błąd trzeci władz Gdańska – danie do zrozumienia opinii publicznej, że w sprawie parkingów będą grać na czas. Sytuacja wymagała decyzji stanowczej, ale dobrze uzasadnionej. Uzyskaliśmy tymczasem przekaz dotyczący starania się, nie do końca wiadomo, o co.

Skutek błędów? Będzie pozew zbiorowy, interweniował wojewoda, a rzecz ostatecznie zaczęła się robić polityczna. Niepotrzebnie. Niepotrzebnie, bo sprawa dotyczy głównie praktycznego zagospodarowania terenów nadmorskich.

Jaki pas nadmorski? 

Rozstrzygnięcia wymaga, czy tereny nadmorskie powinny być strefami rekreacyjnymi bezwzględnie chronionymi przed ruchem samochodowym. Czy też powinniśmy tam swobodnie wjeżdżać i parkować – byle jak, byle gdzie, byle blisko plaży. Bliższy mi jest pogląd pierwszy.

W mojej opinii należy dążyć do ograniczania popytu na parkingi. Odpłatność jest jednym ze sposobów. Ale łatwo się przekonać, że w słoneczne dni zajęte są także miejsca parkingowe kosztujące dziesięć złotych. Obstawiam, że i dwie dychy dla większości ich użytkowników nie byłyby barierą.

Samochody parkujące w pasie nadmorskim lub w jego pobliżu zajmują latem – codziennie – kilka, kilkanaście hektarów. A są projekty, by pojawiły się nowe parkingi, w tym wielopoziomowe. Pod beton mogą pójść kolejne hektary terenów obecnie zielonych. 

W tej przestrzeni naprawdę można zrobić coś lepszego. Może nie w rok czy dwa, ale w ciągu kilku najbliższych lat naprawdę da się tam stworzyć ciekawie zagospodarowane przestrzenie. Dużo lepsze, niż nowe hektary asfaltu i betonu, dróg, parkingów, hoteli i grodzonych osiedli. 

Parking w Brzeźnie - najbliżej plaży. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz