30 listopada 2016

Dwa lata, czyli półmetek kadencji (w Gdańsku)

Minęły dwa lata od wyborów samorządowych, które w Gdańsku wygrała Platforma Obywatelska i jej kandydat na prezydenta - Paweł Adamowicz. Wysyp publikacji PR z tej okazji skłonił mnie do własnej krótkiej oceny tych dwóch lat. 

Zacznę od pozytywów.

Jako ekonomista muszę docenić wiarygodność kredytową miasta i zdolność do obsługi długów., w tym pozostałych jeszcze paruset milionów, które płacimy za EURO 2012. Uwagę zwracają też rozwijające się działania na rzecz startupów, choć szkoda, że nie jesteśmy w tej dziedzinie w krajowej czołówce. Ale myślę, że to jest do nadrobienia w ciągu kolejnych dwóch lat.

Na odnotowanie zasługuje też „nawrócenie się” władz miejskich w sprawie ochrony dziedzictwa postoczniowego oraz zbliżająca się budowa przeprawy na Wyspę Sobieszewską – wreszcie, bo według publicznych obietnic nowy most miał być oddany już w 2009 roku.

Paweł Adamowicz z Maciejem Krupą, przewodniczącym klubu radnych PO w poprzedniej kadencji.

Niespodziewanie korzystna dla wizerunku władz politycznych Gdańska okazała się „zmiana na górze” w Warszawie. Uwaga mieszkańców częściowo odwróciła się od spraw lokalnych, a prezydent zręcznie wykorzystuje nastroje, angażując się w politykę ogólnokrajową i strojąc się w pióra obrońcy demokracji. Do tego dochodzą miliony wydane na PR i promocję wśród mieszkańców…

Cóż, propaganda w Gdańsku ma się dużo lepiej, niż demokracja.

Słabością Gdańska jest jego Rada Miasta, głosująca zawsze tak, jak chce prezydent. Jeśli dyscyplina partyjna w PO nie wystarczy, to znajdzie się życzliwy radny PiS – i sprawa załatwiona. 

Smucą plany zabierania mieszkańcom pasa nadmorskiego, w niektórych miejscach nieodwracalne. Nie tylko w tej części miasta niezmienna jest, niestety, usłużność władz wobec fantazji deweloperów. Niezrozumiałe jest wielomiesięczne opóźnienie z uchwałą ograniczającą chaos reklamowy – była zapowiadana na marzec 2016. 

Dużą, być może największą porażką jest polityka władz miasta w dziedzinie transportu zbiorowego. Redukowanie linii i kursów oraz ciągłe nieudane zmiany w komunikacji miejskiej mają swój skutek - mieszkańcy Gdańska przesiedli się do własnych wozów, co tworzy wciąż nowe problemy i powoduje koszty związane ze stanem dróg. 

Ale łącznie oceniam te dwa lata nawet pozytywnie – na tróję. Jest stagnacja, ale nie ma nieszczęścia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz